Jak 150 ludzi rozgromiło 4tys. w pół godziny – bitwa pod Cajamarca

Wszyscy znają postać Krzysztofa Kolumba i odkrycie przez niego Ameryki. Trochę mniej osób kojarzy inne odkrycia geograficzne. Tylko część kojarzy konkwistadorów, Francisco Pizzaro i Ferdynanda Corteza. A o bitwie pod Cajamarca, w której hiszpańskie siły pokonały 4 tys. Inków, nie słyszał prawie nikt.

Francisco Pizarro zaczął brać udział w wyprawach do Ameryki już w wieku 24 lat. Był spokrewniony z Cortezami (Herman Cortez zasłynął z podboju Meksyku). Przekroczył Przesmyk Panamski, jako jeden z pierwszych Europejczyków ujrzał Ocean Spokojny. Lecz do Peru dotarł dopiero 20 lat później. Do Hiszpanów doszły słuchy o krainie przepełnionej bogactwami. Przedsięwzięcie podjęło trzech wspólników: Gaspar de Espinoza, reprezentowany przez księdza, Hernando de Luque, Francisco Pizarro, już wtedy będąc osobą o znacznym prestiżu, oraz Diego de Almagro. Pedrarias, gubernator w Panamie, w zamian za zgodę na wyprawę zechciał być czwartym wspólnikiem. 14 listopada 1524 roku, Francisco Pizarro na czele kilkudziesięciu ludzi (wg różnych źródeł: 80, 112 lub 114) wypłynął z Panamy. Almagro pozostał na przesmyku, aby zwerbować więcej ludzi.

Najpierw Pizarro pożeglował ku Wyspom Perłowym, aby uzupełnić zapasy, po czym żeglował wzdłuż wybrzeża kontynentu. Rozczarowanie i niechęć uczestników przyszły szybko. Zatrzymywali się m. in. w tzw. Porcie Szyszkowym/Ananasowym (Puerto de Piñas), czy porcie, któremu nadano nazwę Głodowy (Puerto de Hambre). Po drodze zmarło już 27 ludzi. Ruszyli dalej na południe, trafiając na ludzkie szczątki i drobne złote ozdoby, co zinterpretowali jako akt kanibalizmu. W następnej, Spalonej Osadzie (Pueblo Quemado), tak jak we wszystkich poprzednich, mieszkańcy opuścili osiedle. Tym razem jednak powrócili celem wypędzenia intruzów. Hiszpanie zdołali się obronić, jednak ponieśli 5 ofiar i kilkunastu rannych, w tym Pizarro, trafionego nożem 7 razy. Po tych niepowodzeniach wrócono na przesmyk, lecz nie do samej Panamy, a do miasta Chochama. Almagro, mijając wspólnika trafił na tą samą osadę, już bardziej umocnioną, a w wyniku walki stracił oko. Zorientowawszy się, że Pizarra tam nie ma, wrócił do Panamy.

220px-Francisco-Pizarro-um1540

Francisco Pizarro (źródło: Wikimedia Commons)

W 1526 ruszyła druga wyprawa, w dwa okręty i 60 ludzi. Ruszyli ku najbardziej wysuniętemu na południe punktowi, który osiągnął Almagro podczas pierwszej ekspedycji. Trudne warunki terenowe zmusiły wspólników do rozdzielenia się, aby móc dalej eksplorować wnętrze kraju. Jeden okręt miał wraz ze znalezionym złotem wrócić do Panamy i zdobyć następnych ochotników. Drugi zaś, z Bartolome Ruizem na czele, miał dokonać rekonesansu jak najdalej na południe. Napotkał on Wyspę Kogucią, gdzie tubylcy byli wrogo nastawieni. Dalej, przy zatoce Świętego Mateusza, licznie zgromadzeni tubylcy uznali przybyszy za jakieś niezwykłe istoty, które przybyły z zaświatów. Posuwając się dalej na południe, Ruiz napotkał tratwę z 20 kupcami, z czego trzech zabrał ze sobą jako tłumaczy. Było to bardzo powszechne zachowanie wśród Hiszpanów. Taki tubylec, przebywając ciągle z Hiszpanami, w końcu zaczynał rozumieć ich język i stawał się tłumaczem w następnych ekspedycjach. W końcu Ruiz powrócił do Pizarra, gdzie trafił też Almagro, według różnych źródeł z 40 lub 80 nowymi ochotnikami. Pożeglowali szlakiem przetartym przez Ruiza. Wspólnicy w końcu doszli do momentu, w którym nie wiedzieli co robić dalej, ich zdania były podzielone – podążać naprzód, czy wrócić znów do Panamy, po posiłki? Ustalono, by nie wysyłać żadnej korespondencji, by informacje o braku sukcesów nie doszły do gubernatorstwa. Jednak w kłębku bawełny dotarł do Panamy list, który przytacza A. Tarczyński: Patrzcie no dobrze, panie gubernatorze, że ten kto tam [tj. do Panamy] pływa [Almagro], to zwykły naganiacz, a ten tutaj [Pizarro] to rzeźnik. Nowy gubernator zażądał zaniechania wyprawy. Almagro napisał jednak do Pizarra, by ten za wszelką cenę nie poniechał swego przedsięwzięcia. Jednak towarzysze Pizarra mieli go już dosyć, została z nim więc tylko garstka najodważniejszych i najwytrwalszych. Zostali nazwani sławną trzynastkąlos trece de la fama. Co do 12 wszystkie źródła są zgodne, z 13-stym nazwiskiem są jednak problemy. Jedno źródło podaje tam nawet Ruiza, który jednak nie mógł tam być w owym czasie. Pizarro i jego ludzie wyruszyli na rekonesans. Spotkali m. in. inkaskiego dostojnika, który był nimi bardzo zaciekawiony i zainteresował się nimi. Pizarro zakomunikował mu o potędze swego władcy (królem Hiszpanii był wówczas Karol Habsburg) oraz o jedynej słusznej wierze, w Jezusa Chrystusa. Poczęstował go także winem, a ten zaproponował, by jego towarzysze odwiedzili miasto. Pizarro wysłał tam jednego ze swych ludzi, Alonso de Molinę. Gdy wrócił, zapewniał Pizarra o niewyobrażalnych bogactwach tego miejsca i potędze jego władcy. Pizarro, niedowierzając, wysłał kolejnego – Pedro de Candię. Gdy Candia powrócił, potwierdził słowa Moliny. Wówczas dowiedzieli się czegoś o władcy tego państwa – Ince Huayana Capacu. Mieszkańcy pokazali kierunek, w którym Hiszpanie mieli znaleźć ludniejsze okolice. Po drodze jeden z trzynastu, zszedłszy na ląd, wysłał do Pizarra wiadomość, iż tak mu się tam podoba, że chce zostać z miejscowymi. W drodze powrotnej do Panamy Pizarrowi i jego załodze niejednokrotnie przyszło się zdziwić co do życzliwości i zaciekawienia tubylców. Od strony formalnej, Pizarro w trzech punktach objął oficjalne panowanie korony hiszpańskiej. Po powrocie Pizarro i jego towarzysze zaczęli ustalać, co począć dalej. Gubernator odmówił im jednak dalszych wypraw. Pizarro i ksiądz Luque udali się więc na dwór królewski…

220px-Conquest_peru_1531

Mapa podboju Peru w latach 1531-1533 (źródło: Wikimedia Commons)

Karol I na szczęście Pizarra, ujrzał w tym pomyśle możliwość rozszerzenia swojej władzy. Wkrótce przygotowano kapitulację, dokument będący kontraktem między koroną a osobą prywatną. Wedle niego Pizarro miał 6 miesięcy na przygotowanie wyprawy i kolejne 6 miesięcy na jej zrealizowanie. Załoga miała wypłynąć w liczbie 150 osób, a dodatkowe 100 miało zostać zwerbowane w Ameryce. Pizarro nie osiągnął celu – nie udało mu się zwerbować 150 chętnych. Użył więc podstępu – z niewielką liczbą ludzi wypłynął na jednym statku, drugi pozostawiając do kontroli. Na nim powiedziano, że brakująca liczba właśnie wypłynęła. Treść dokumentu wyraźnie mówiła, że celem wyprawy ma być podbój kraju, którego położenie dopiero wstępnie ustalono. Miano włączyć jego tereny do Korony Kastylii, a mieszkańców schrystianizować.

Jednak w Peru panowała sytuacja, o której Hiszpanie nie mieli pojęcia, a była im sprzyjająca. Inka, Huajna Capac nagle zmarł. Rywalizację o tron rozpoczęło jego dwóch synów: Huascar i Atahuallpa. Początkowo władzę objął ten pierwszy, lecz później role się zamieniły. Inkaskie imperium u progu lat 30. stanęło w obliczu wojny domowej. Doszło do bitwy pod Mocha, w której Atoc, przyrodni brat Huascara zadał klęskę wojownikom Atahuallpy. Jednak następne wydarzenia to seria jego zwycięstw. W tym samym czasie stu kilkudziecięciu Hiszpanów było już w głębi kontynentu.

Jeżeli chodzi o uzbrojenie, to przewagą Hiszpanów zdecydowanie były konie. Mieszkańcy Peru nie znali wojowników konnych, bali się ich i nie wiedzieli jak przeciwko nim walczyć. Jak określił to A. Tarczyński, było to mniej więcej tak, jakby teraz atakować czołgami przeciwnika, który nie ma żadnej broni przeciwpancernej. Na ok. 150 ludzi Hiszpanie mieli ok. 40 koni. Proporcjonalnie była to duża liczba. Ich uzbrojenie, ze względu na werbunkowy charakter wyprawy, nie było jednolite. Nie było też typowe dla ówczesnego hiszpańskiego żołnierza. W amerykańskich warunkach, gdzie zagrożenie mogło przyjść w każdym momencie, po prostu się nie sprawdzało. Jednak ich przewaga w uzbrojeniu polegała na jego defensywnym charakterze: pancerz, który chronił tors i plecy i dolne parte tułowia. Dodatkowo hełm, który najczęściej był bez przyłbicy (morrion). Czasem używano też naramienników i osłon na uda.

Hiszpanie skierowali się ku Tumbes, przybyły posiłki (30 ludzi), które były niezbędne, gdyż w międzyczasie doszło w oddziale do epidemii, skutkiem której wielu zmarło. Mieszkańcy początkowo nie zdradzali żadnych złych zamiarów. Pizarro jednak był podejrzliwy. Wdał się w spór między mieszkańcami miasta a wyspiarzami z Puna. Ostatecznie pomógł uwolnić kacyka Tumbalę, nakazując mu wierność wobec Hiszpanów. Mieszkańcy Tumbes pomogli im więc, dając tratwy do przeprawy ich, koni i zapasów. Okazał się to podstęp i drugi kurs Hiszpanów już zorientował się o co chodzi i zawrócił. W wyniku walk między Tumbes a Pina, miasto było zniszczone. Hiszpanie byli rozczarowani, brak było wspominanego tu blasku i bogactwa. Również pozostali tu wcześniej dwaj Hiszpanie, w tym de Molina, zostali prawdopodobnie zamordowani. Od tego momentu Pizarro postanawia podejmować stanowcze kroki i przestaje liczyć na lojalność mieszkańców. Zaczął mieć rozeznanie w miejscowych stosunkach i nie mieszał się już do wewnętrznych spraw. Gdy wrócił wysłany na rozpoznanie de Soto, trzon ekspedycji przebywał w Zaran. Nie wrócił jednak sam – był z nim dostojnik z Cajamarki, który miał być wysłany przez samego Atahuallpę. Zapewniał on o przyjaznych stosunkach i braku agresywnych zamiarów, przekazał też prezenty, jakimi były dwie miniatury twierdz i dwie oskubane i suszone kaczki. Był to moment, w którym oficjalnie było wiadomo, że Atahuallpa wie o pobycie Hiszpanów. Pizarro wysłał do Atahuallpy jednego ze swych tłumaczy, by przekazał prezenty i informację, jakoby nie mają oni złych zamiarów. Ekspedycja ruszyła dalej, ku Cajamarce, bo tam właśnie przebywał Inka. I tak, Hiszpanie i Indianie zapewniali się wzajemnie o przyjaznych stosunkach, oboje jednocześnie będąc podejrzliwymi. Gdy Pizarro zbliżał się do Cajamrki, wysłał do Atahuallpy wiadomość, że chce się z nim w końcu spotkać osobiście. Gdy doszli do Cajamrki, ukazały się im niezliczone namioty obozu Atahuallpy.

194px-Ataw_Wallpa_portrait

Atahuallpa (źródło: Wikimedia Commons)

W sobotę, 16 listopada 1532 roku  z niepokojem oczekiwano przybycia Inki. Oczekiwanie przeciągało się, władca był dwa razy zapowiadany. Ruszył z miejsca swego pobytu dopiero koło południa. Jego pochód trwał długo, a odległość wynosiła zaledwie 1,5km. Sporna i zarazem niewyjaśniona jest kwestia eskorty i jej liczebności. Jedne źródła podają, że ludzie biorący udział w pochodzie byli nieuzbrojeni, inne, że broń mieli schowaną. Gdy Inka w końcu dotarł, wyszedł do niego ojciec Valverde wraz z indiańskim tłumaczem. Wezwano go do uznania hiszpańskiego zwierzchnictwa, wskazał także na trzymaną książkę, którą była Biblia lub brewiarz. Atahuallpa miał zażądać księgi, nie umiał jej jednak otworzyć. Gdy zakonnik chciał mu pomóc, ten uderzył jego rękę. Gdy w końcu mu się udało, znudzony przerzucił kilka stron i ją odrzucił. Stwierdził, że Hiszpanie nie wydostaną się stamtąd, jeśli nie oddadzą wszystkie, co o tej pory wzięli z tej ziemi. Ojciec Velverde wrócił do namiotu Pizarra, a ten od razu założył hełm i dał rozkaz do ataku. Indianie byli totalnie zaskoczeni. Jednocześnie z trzech miejsc wypadli jeźdźcy, krzycząc Santiago!, co było najpierw symbolem walk z Maurami na Półwyspie Iberyjskim, później z Indianami, a patronem był św. Jakub Apostoł. Pizarro naparł w kierunku lektyki Inki. Indianie podtrzymujący władcę wciąż się zastępowali, lecz w końcu udało się dotrzeć do Atahuallpy. Gdy upadł na ziemię, starcie dobiegło końca. Na placu zgromadzonych było kilka tysięcy Indian, nie byli oni jednak zdolni do stawienia oporu, zostali wyrżnięci. Jak napisał jeden z kronikarzy, zabrakło im tego dnia odwagi, albo też Bóg ich zaślepił. Atahuallpa został uwięziony, zbiory broni zniszczone. Ludzi wzięto tylu, ilu niezbędnych było do służby, resztę uwolniono. Zdawano sobie bowiem sprawę, że ich służba miała charakter przymusowy i ich domy były daleko.

Inkowie zbyt pewnie potraktowali Hiszpanów, nie docenili ich siły, i to wcale nie liczebnej. Poza efektem zaskoczenia, aspektem psychologicznym, który bardzo mocno zadziałał, były konie, które dodatkowo miały przymocowane dzwonki. Pokój, w którym był więziony Inka, obiecał wypełnić złotem. Kiedy dotrzymał słowa, został własnoręcznie zamordowany przez Pizarra. W kilka lat zmarł też Pizarro –  został zamordowany w odwecie przez syna de Almagro, z którym popadł w konflikt.


Bibliografia:

Kirkpatrick A. F., Zdobywcy Ameryki, Warszawa 1957.

Miłkowski T., Machcewicz P., Historia Hiszpanii, Wrocław 1998.

Parry J., Morskie imperium Hiszpanii, tłum. S.  Bławat, Gdańsk 1983.

Prescott W., Podbój Peru, tłum. F. Bartkowiak, Warszawa 1969.

Tarczyński A., Cajamarca 1532, Warszawa 2006.


Agnieszka Popiak

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Jak 150 ludzi rozgromiło 4tys. w pół godziny – bitwa pod Cajamarca

  1. tak wszystko to zasługa koni z dzwoneczkami… nie mówię że nie ale tylko po części i to tej mniejszej, w czasach Pizarra były już muszkiety same ich statki miały działa okrętowe, taki wybuch i padający trup musiał nieźle oddziaływać psychologicznie na „dzikusów”, do tego zbroje i hełmy (pewnie też kusze czy jakieś piki/halabardy) kontra golasy z zaostrzonymi patykami, to żadna bitwa tylko rzeź, jak to się mówi historię piszą zwycięzcy, nie wierzę w tę opowiastkę o biblii ale dla ówczesnych bogobojnych Europejczyków było to dobre usprawiedliwienie tej masakry, zupełnie przypadkowo „Jednocześnie z trzech miejsc wypadli jeźdźcy” rozstawieni taktycznie i czekający tylko na sygnał do ataku (no bo przecież Hiszpanie chcieli się tylko zaprzyjaźnić i wymienić podarkami, pobudować im szkoły i wprowadzić demokrację…), była to zwykła barbarzyńska wyprawa łupieżcza ale jak obecnie inaczej odbierana od tych jakie urządzali wikingowie? „Pokój, w którym był więziony Inka, obiecał wypełnić złotem. Kiedy dotrzymał słowa, został własnoręcznie zamordowany przez Pizarra” no i wiemy o co w końcu chodziło, teraz szybka matematyka 4.000 : 150 = 26,6 tylu musiał zabić każdy jeden Hiszpan przy bitwie trwającej pół godziny, bez odpoczynku bez szarpania się z kimś bez gonienia kogoś wychodzi trochę ponad minutę na jednego Indianina, (tak realnie to 6 nie mówiąc już o 26 gości z kijami otaczających jednego ze szpadą robi mu taki oklep…), cytat z wiki „Najpierw Hiszpanie ostrzelali zgromadzonych na placu Inków z dział i arkebuzów, a następnie ruszyli do ataku” a jednak to nie konie z dzwonkami a broń, kule i czarny proch, szkoda że tego „małego szczegółu” tutaj zabrakło, tytuł „Jak 150 ludzi rozgromiło 4tys. w pół godziny” sugeruje że to była jakaś bitwa i szanse były wyrównane, jak 150 dokonało rzezi masakry jest bardziej adekwatne

    Lubię to

  2. Pingback: Szesnasta część podsumowania historycznego na blogu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s